image

Paweł









Do wędkowania wciągnął mnie mój wujek, przyjeżdzał do mnie do z pod rzeszowskiej wioski i zabierał mnie na weekend na rybki. Było to jeszcze w "zerówce". Jeździliśmy do jego rodziny nad Wisłok, do Wiśniowej koło Frysztaka. Tam złowiłem swojego pierwszego klenia, swoją pierwszą brzanę, tam pierwszy raz wpadłem do wody w gumiaczkach. Dla mnie te wyjazdy to było coś wspaniałego, nie mogłem się ich doczekać.
Po przeprowadzce do Rzeszowa, zamieszkałem nad Zalewem. Było to w drugiej klasie podstawówki. Zaczął się nowy rozdział w moim wędkowaniu, nowa woda, nowi kumple. Pomału dorabiałem się nowego sprzętu, szło na to całe moje kieszonkowe. Białe robaki kupowaliśmy w rzeźni na wiaderka (raz płukałem je w wannie i nie wiem dlaczego zaczęły z niej uciekać, rozbiegły się po całej łazience). Codziennie drałowaliśmy na rowerach po kilkanaście kilometrów, aby dojechać nad wypatrzone miejsce.
W ósmej klasie podstawówki odkryłem San, było to podczas mojej pierwszej wyprawy pod namioty. Inna woda, inne możliwości. Z roku na rok nabierałem nowych doświadczeń. Poprzez masowe kupowanie prasy wędkarskiej poznawałem nowe metody, przynęty itd.
Obecnie jestem nałogowcem i chyba jestem chory, o rybach myśle częściej niż o seksie. Wszystko jest podporządkowane łowieniu ryb: nauka, praca, dom, nawet narzeczoną namówiłem na łowienie ryb.
Jeżeli chodzi o moje wyniki wędkarskie, to zbytnio nie mam się czym pochwalić. Złapałem wprawdzie kilka ładnych leszczy, kilka szczupaków, sandaczy, parę ładnych brzan, kleni, świnek. Preferuję jednak lekkie łowienie: D.S., lekki spining, spławiczek.Od kilku lat zafascynowały mnie karpie, i to im poświęcam coraz więcej czasu.

Jarek



Wędkować zacząłem jako dzieciak, wraz z moim tatą łowiłem liny i karasie w stawie w Rymanowie Zdroju- mieszkałem wówczas w pobliżu tego stawku, a tato był dzierżawcą. Jeździliśmy też na Wisłok do Beska na świnki i klenie. Potem piłka nożna, muzykowanie i inne wariactwa wzięły górę i wędki poszły do kąta.
Po trzydziestce, kiedy już byłem żonaty złapałem bakcyla od nowa. Zamieszkaliśmy pod Jarosławiem. Rowerowe i samochodowe wyjazdy nad okoliczne stawki, żwirownie, a potem nad niesamowity San- pochłonęły mnie na dobre. W końcu trafiłem w necie na podobnych do mnie zapaleńców i poznaliśmy się nad wodą. Właśnie od Siwego, który był pomysłodawcą tej strony i w ogóle teamu, nauczyłem się najwięcej. Miałem też wielką przyjemność poznawać wodę pod okiem nieodżałowanego Janka Podgórskiego i Grześka „Gienka” Kiełbasy.
Brzany na feederka i spinning, pstrągi w zimowym Sanie, karpie, jazie, leszcze i amurki na odległościówkę, szczupaki i sandacze z łódeczki- ciągle nas nosiło po różnych akwenach. Wreszcie zajęliśmy się karpiowaniem. Uzupełniamy sprzęt, wymieniamy doświadczenia, wspólnie przygotowujemy łowiska i planujemy zasiadki. Dzielimy tę pasję i budujemy przyjaźń. Zasmakowałem wędkowania w norweskim fiordzie i chciałbym pojechać tam z całą naszą grupą. Jeszcze tyle przed nami…


Grzesiek



Wędkuję od najmłodszych lat. Pochodzę z Radymna, więc naturalne było to, że łowiskami były rzeki San i Rada. Jako dzieci chodziliśmy też nad żwirownię, gdzie wprost spod bagra łowiliśmy leszcze, węgorze, karpie i sandacze. Z czasem poznawałem inne metody wędkowania niż tylko spławikówka. Lubię spinningować z łódki, ale najbardziej odpowiada mi zasiadka karpiowa. Teraz właściwie moje wędkarstwo prawie wyłącznie na tym się skupia. Przez wędkowanie poznałem wielu fajnych ludzi, z którymi wymieniam się doświadczeniami i spędzam wiele godzin nad ulubioną wodą. Moje wyniki widać w galerii, ale wiem, że te prawdziwe okazy jeszcze przede mną…


Paweł

 

Wędkarstwem zaraził mnie ojciec z którym jeździłem na ryby od najmłodszych lat. Kończąc podstawówkę zakończyłem również przygodę z wędką, by po 15 latach przerwy znów powrócić do tego pięknego sportu i już wiem że to się nie zmieni. Od czterech lat znów jestem członkiem PZW i kiedy kolega Wojtek namówił mnie na amury w Wietlinie to zakochałem się w tej rybie od pierwszego wejrzenia i zajmuje się tylko karpiowaniem gdyż jest to trudna ale jakże piękna dziedzina sportu. To właśnie na Wietlinie z Wojtkiem uczyliśmy się karpiowego rzemiosła na dzikiej wodzie, ucząc się na własnych błędach spędzając wiele godzin nad karpiową lekturą. Wędkarstwo uczy pokory, cierpliwości, szacunku i miłości do przyrody. Nie mogę wyobrazić sobie życia bez łowienia ryb, to bardziej wciąga jak narkotyk.

 

Wojtek

 

 

Wędkuję od dzieciaka . Pochodzę z Wysocka, pierwsze kroki wędkarskie to rzeka Szkło, San. Początkowo łowiłem na spławik , grunt : certy , leszcze, brzany których nie brakowało w naszych rzekach. Od czterech lat zacząłem chorować na poważnie odnośnie wędkowania , mam hopla... na tym tle o czym dobrze wie moja żona . Obecnie moją ulubioną wodą jest Zek Radymno na którym doskonalimy łowienie amura , mojej ulubionej ryby. Wolny czas najbardziej lubię spędzać nad wodą w gronie znajomych .